Styczeń - 2017 r.

 

Zakończenie projektu pt. :Historia moje przodka na podstawie konterfektu fotograficznego i zebranych relacji"

 

 

 

I.                    „ZDJĘCIE OŻYWIA MNIE, ALE I JA UŻYCZAM MU ŻYCIA”

To ze względu na zasadę przygody Fotografia może dla mnie istnieć” – to wyznanie Rolanda Barthesa, jednego z najważniejszych teoretyków kultury XX wieku. Mianem „przygody” określa on zainteresowanie zdjęciem - „bez przygody nie ma zdjęcia”. Esencją zasady przygody jest „ożywienie” fotografii. „Zdjęcie ożywia mnie, ale i ja użyczam mu życia” – stwierdza badacz. Od chwili kiedy fotografia wywołuje u oglądającego zainteresowanie, zaczyna on wczytywać w nią treść – ogląda ją i interpretuje.

II.                HISTORIA MOJEGO PRZODKA

26 stycznia w Siódemkowej auli spotkali się Uczniowie i Rodzice z Klasy 1 A, by przyglądnąć się przygodzie, jaką przeżyli angażujący się w projekt „Historia mojego przodka na podstawie konterfektu fotograficznego i zebranych relacji”.  Kreśląc portrety przodków, Młodzież musiała użyczyć fotografii życia. Oglądała i interpretowała – niejednokrotnie z imponującym skutkiem. A od czego się zaczęło? Od lekcji polskiego, na której gościłam Państwa Małgorzatę i Jerzego Karnasiewiczów, pasjonatów i popularyzatorów fotografii, realizatorów plenerów, pomysłodawców i organizatorów projektu. Dopomogli Sponsorzy: Pan Marek Świca - Dyrektor Muzeum Historii Fotografii w Krakowie, Pan Leszek Sosnowski - założyciel i właściciel wydawnictwa Biały Kruk, Pani Ewelina Czechowicz- kierownik Działu Promocji Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK w Krakowie, Pani Weronika Ignas-Madej z Księgarni i Kawiarni podróżniczej BONOBO. I stało się. 

III.               „FOTOGRAFIA POŚWIADCZA, ŻE TO, CO WIDZĘ NAPRAWDĘ ISTNIAŁO”

Cechą każdej fotografii jest to, że „ukazuje przedmiot we własnej osobie”.  „Fotografia poświadcza, że to, co widzę naprawdę istniało.” – konstatuje Roland Barthes. Każda sytuacja uchwycona na zdjęciu musiała zdarzyć się w przeszłości. Ale wg jakiego scenariusza? Ola Pionka, Grzegorz Zięba i Kamil Kowalik w swoich narracjach o przodkach nie tylko ożywili fotografię, ale i nakreślili fikcyjny scenariusz, który mógł prowadzić do powstania opisywanego zdjęcia. W czasie rozmów przy stoliku literackim opowiadali o swoim warsztacie pisarskim:

OLA: Przy pisaniu pracy sam proces odnajdywania zdjęć krewnych pobudzał do refleksji i rozmyślań na temat życia w Polsce na przełomie XIX i XX w. Pewnym eksperymentem literackim była próba przeplatania wątków z przeszłości z wydarzeniami współczesnymi, jaką podjęłam w mojej pracy.

GRZEGORZ: Kanwą napisanego przeze mnie dziennika były wspomnienia mojego dziadka, gdyż to historia o nim. Dziadek starał się opowiedzieć wszystko, co pamięta - z jego wspomnień wyłaniają się doprawdy niezwykłe obrazy: panika ludzi na wieść o Niemcach, idących frontem w stronę Krakowa, bandyci podający się za partyzantów, odbudowa powojennej służby wojskowej w Bieszczadach.

AF: A skąd pomysł na język postaci ?

GRZEGORZ: Język mojej postaci stworzyłem, słuchając, w jaki sposób wysławia się mój dziadek. Dodałem do tego język, w jakim wypowiadają się ludzie w kronikach filmowych i filmach dokumentalnych z lat 30., 40. i 50.  XX wieku. Pomysł zapożyczyłem od Sienkiewicza, który wzorował się na pamiętnikach sarmaty Paska, stylizując język w powieściach historycznych na polszczyznę XVII – wieczną. 

OLA: Tworzenie języka postaci, który w istocie różni się od współczesnego, było próbą naśladowania języka znanego już z literatury. Ponadto dużo wiedzy m.in. o staropolskiej gwarze czerpałam z rozmów z moją babcią, która udostępniła mi zdjęcia wykorzystane w projekcie. 

KAMIL:  Użyłem tego samego języka, którego na co dzień używam, jednak starałem się upodobnić go do moich wyobrażeń o języku moich przodków z okresu I wojny światowej. Niezależnie od tego, jak bardzo starałbym się stworzyć wiarygodną dla mojej postaci mowę, wciąż byłoby to jedynie marne urzeczywistnienie wyobrażeń.

 

Patrząc na zdjęcie odbiorca jest świadom tego, że „przeszłość”, którą w danej chwili widzi na fotografii, „jest (…) równie pewna jak teraźniejszość”. Organizatorom, Sponsorom i Uczestnikom projektu dziękuję za wspólne ożywianie zdjęć.

Agnieszka Foryś

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wszystkie zdjęcia Jerzy, Małgorzata i Zofia Karnasiewicz